Lekcja 6 „Pielęgnuj swój ogród”

Kilka słów wprowadzenia (16 min)

Dzielę się z Tobą moim spojrzeniem na metaforę pielęgnowania ogrodu jako sposobu na pielęgnowanie naszego umysłu i życia. Jak to zastosować w Twoim życiu? 2 cytaty towarzyszyły mi podczas przygotowywania tej lekcji. Jeden cytat Nicka Vujicica „Mogę być bardzo wściekły na to czego nie mam, albo bardzo wdzięczny za to co mam” drugi przypisywany Matce Teresie „W życiu trudno jest dokonywać wielkich rzeczy, za to możemy robić wiele małych rzeczy z wielką miłością”. Zapraszam cię do posłuchania:

Pielęgnowanie ogrodu (30 min)
Wdzięczność i życzliwość (60 min)
Radość – medytacja (20 min)

Zapraszam cię do medytacji, której intencją jest kontaktowanie się z radością i życzeniem czucia radości. Radości, którą odczuwasz ty i życzysz jej bliskim.

Ku inspiracji załączam też historię mojego przyjaciela – Tomka Kryszczyńskiego, z jego książki „Mindfulness znaczy sati”.

„Kilka lat temu odwiedziłem Ladakh. (…) Gdy chodziłem z plecakiem po tej części Himalajów, pewnego dnia zostałem zaproszony do kamiennego domostwa kobiety, która latem wypasała tu właśnie, na wysokości blisko 5000 metrów n.p.m., kozy i jaki.

Razem ze mną, poza kilkoma przypadkowymi towarzyszami wędrówki, był miejscowy przewodnik, który postanowił pokazać nam, jak żyją ludzie na takiej wysokości. Wprowadził nas w świat całkowicie obcy, biedny, nieznany. Domem kobiety było coś na kształt ziemianki pokrytej prymitywnym dachem, z jednym maleńkim oknem, przez które wpatrywały się w nas, wciskając pojedynczo głowy, kozy, co powodowało, że w pomieszczeniu siedzieliśmy prawie w całkowitej ciemności. Elektryczności nie było, ogień w piecu się nie palił, głowy kóz zabierały więc większość dostępnego światła. Niewiele podstawowych sprzętów stanowiło całe wyposażenie tego miejsca. Kilka stołków, stół, garnki, czajnik, szklanki, coś jakby łóżko, a raczej legowisko. O ściąganiu kurtek czy butów nie było mowy. Było zbyt zimno. Gospodynią okazała się niska kobieta o szerokim uśmiechu, ciemnych, radosnych oczach, opatulona rzeczami szarymi od kurzu, który pokrywał także jej ogorzałą od słońca twarz. Miała może 30, może 40, może 50 lat.

Nie znaliśmy jej języka, ona nie znała angielskiego. Dzięki przewodnikowi, który wszedł w rolę tłumacza, mogliśmy z nią porozmawiać. Jeden z moich przypadkowych towarzyszy, Hans, który okazał się menedżerem w niemieckiej korporacji, przyjechał w Himalaje, aby pomóc sobie odpowiedzieć na pytanie, jak być szczęśliwym. Odpowiedzi nie znalazł w bogatych Niemczech, nie przyniosły mu jej pieniądze, wykształcenie i sukces zawodowy. Bardzo chciał dopytać o szczęście zakurzoną, biedną, żyjącą w czymś, co wielu nazwałoby norą, himalajską pasterkę kóz i jaków.

Gdy kobieta odpowiedziała na kilka pytań dotyczących stada, domu, pracy, Hans, z wysokości swoich ponad 190 centymetrów, skierował do niewiele ponad półtorametrowej pasterki grzeczne, bezpośrednie pytanie:
— Czy mogłabyś powiedzieć, czy jesteś szczęśliwa?
— Tak, jestem — odpowiedziała, cały czas uśmiechając się swoimi ciemnymi oczami.
— Czy możesz powiedzieć, jak to zrobić, jak być szczęśliwym? — kontynuował Hans, wciąż grzecznie, pokornie, jakby kuląc się, jakby czując w tej sytuacji niezręczność swojego wzrostu. A może kulenie się wynikało z desperacji?
— Tak — odparła pasterka w przeciwieństwie do Hansa wyprostowana, pewna siebie, rozluźniona i również pokorna, jednak pokorą zupełnie inną. — Przede wszystkim bądź wdzięczny, zadowolony z tego, co masz — kontynuowała kobieta, intensywnie wpatrując się w błękitne oczy Hansa, jakby sprawdzając, czy rzeczywiście rozumie, co do niego mówi.
— Nie rań innych — dodała.
— I… kontroluj swój umysł — zamknęła nauczanie kobieta pasąca kozy i jaki.
Hans jakby przygasł. Uderzony siłą tego, co usłyszał Prostotą? Głębią? Trzy zdania! A może refleksją: „Ona tu, nie mając prawie niczego, żyjąc w ziemiance, w zimnie, z kozami, szczęśliwa, a ja z pieniędzmi, wykształceniem, sukcesem — nie. Jak to? Ale właśnie tak jest!”. Może Hans tak pomyślał, może nie, jednak jego zmieszanie (?), smutek (?) zauważyła chyba również pasterka i odwzajemniła pytanie:
— A ty jesteś szczęśliwy?
— Tak… — po chwili milczenia odpowiedział smutno Hans. — Czasami… Tak. Ale czasami nie… — dorzucił jeszcze smutniej.


Jakby ratując, jakby chcąc wyciągnąć Hansa z jego niepotwierdzonego smutku, pasterka dodała:
— Ja też czasami nie jestem szczęśliwa. Parę tygodni temu mieliśmy wielką powódź. Największą od lat.
Woda zniszczyła mi dom w dolinie, straciliśmy strasznie dużo. I wtedy też nie byłam szczęśliwa — pocieszała Hansa opowieścią o swoim nieszczęściu.
— Ale teraz znowu jestem — dodała z tym samym
uśmiechem w oczach.”

Praktyka w domu

Zachęcam się do regularnej praktyki wdzięczności i pielęgnowania radości. Możesz każdego dnia lub raz na tydzień dedykować czas, kiedy przypomnisz sobie wszystko za co jesteś wdzięczna. Możesz to robić w formie medytacji, najpierw się osadzając a potem koncentrując się na doświadczeniach i emocjach z nimi związanych. Możesz założyć dziennik, nagrywać na dyktafon swój głos. Jak wolisz. Wybierz formę, która ci odpowiada. Badania pokazują, że osoby, które koncentrują się na wymienianiu elementów za które są wdzięczne odczuwają więcej radości, spokoju i wspierających uczuć na codzień.